strona istnieje od: 2001-02-08
ostatnia aktualizacja: 2007-03-12
liczba zdjęć: 4376
liczba relacji: 56

Szkocja 2006
Tropem whisky, maskonurów i Latającego Cyrku Monty Pythona

Strona glówna    
||| miejsce w konursie Podium Republika
Jeśli myślicie, że jechaliśmy do Szkocji zdobyć Ben Nevis to jesteście w błędzie. Podczas pakowania, w podróży a nawet podczas górskich wycieczek, najbardziej zastanawialiśmy się czy uda nam się zobaczyć pocieszne 'puffiny' przyglądające się nam ze wszystkich stron internetowych o szkockich wyspach...
Port w Oban Duart Castle Wyspa Mull Rejs na Staffę
Staffa Staffa Staffa Staffa
Staffa Staffa Staffa Staffa
Staffa Grota Fingala Staffa Staffa
Staffa Wyspa Staffa Wyspa Staffa Wyspa Staffa
Wyspa Lunga Fotografowanie maskonura kormorany kormorany
Puffin Puffin Puffin Puffin
Puffin Grupa puffinów Puffin Grupa puffinów
Obserwowanie puffinów Wyspa Mull Zamek w Oban Zamek Stalker

9 maja 2006

Wcześnie rano zwinęliśmy namiot i pojechaliśmy do Oban znaleźć miejsce do zaparkowania auta na cały dzień (co nie było takie trudne - 4 funty na parkingu tuż przy stacji kolejowej i terminalu promów), zrobić zakupy i posiedzieć na nabrzeżu przyglądając się życiu tego niewielkiego portowego miasteczka. O 10 ruszała zarezerwowana przez nas wcześniej wycieczka Trzech Wysp. Zamówiliśmy ją przez internet w firmie Gordon Grant Tours, wybierając tzw. wersję rozszerzoną: start z Oban i przeprawa promem Caledonian MacBrayne's na Mull, dalej przejazd autobusem firmy Bowmann's do Fionnphort po drugiej stronie wyspy, tam znów do łodzi i zwiedzanie wysp Lunga, Staffa i Iona, powrót do Fionnphort, autobuesm przez Mull i znów prom do Oban. Całość miała kosztować 44 funty od osoby. Niestety już przy wykupowaniu zarezerwowanych biletów pojawił się problem. Przedstawiciel Caledonian MacBrayne's - operatora promów poinformował nas, że według niego takiej wersji wycieczki nie ma... Że można tylko wybrać opcję: Staffa i Iona lub Staffa i Lunga... Z rozczarowaniem zrezygnowaliśmy z wyspy Iona na rzecz Lungi, największej z Treshnish Isles, gdzie ponoć mieliśmy mieć okazję oglądania pociesznych maskonurów w ich naturalnym środowisku. Marcin - zapalony fotograf ptaków nastawiał się na tą przygodę już od tygodni, więc w odstawkę poszło opactwo Iona założone w 536 roku przez przybyłego z Irlandii świętego Kolumbana... No dobrze - ja też bardzo chciałam zobaczyć słodkie puffiny...

Po 40-minutowej przeprawie promem przez Firth of Lorne, z pięknym widokiem z górnego pokładu na malowniczo położony na brzegu wyspy Mull zamek Duart, wylądowaliśmy w Craignure. Tam czekały na nas podstawione autokary. Upewniliśmy się jeszcze u kierowcy, czy rzeczywiście takiej rozbudowanej wersji wycieczki nie ma w ofercie. Na chwilę wróciła nam nawet nadzieja, ponieważ powiedział on nam, że cała wycieczka organizowana jest przez Gordon Grant Tours, ale poszczególne etapy realizowane są przez inne firmy, więc musimy dowiedzieć się dokładnie dopiero we Fionnphort.

Podczas przeprawy prom mija niewielką wysepkę Lismore. Skała wystająca z morza pomiędzy latarnią morską Lismore a brzegiem Mull to Lady Rock. Przywódca klanu Maclean ponoć chciał pozbyć się swej żony zostawiając ją związaną na tej skale, by zabrał ją przypływ. Kobietę uratował jednak przepływający tamtędy rybak i zawiózł ją do jej ojca. Gdy Maclean pojawił się niedługo później ze smutnymi wieściami o śmierci żony w zamku teścia, przyprowadzono ją przed jego oblicze całą i zdrową. Jak nietrudno się domyślić Maclane niedługo później zszedł gwałtowną śmiercią...

Sam przejazd przez wyspę Mull, największą wyspę Hebrydów Wewnętrznych, po którym niewiele oczekiwaliśmy, okazał się być całkiem zajmujący. Ciekawie i dowcipnie komentowana przez kierowcę trasa i wspaniałe widoki z okien zaabsorbowały nas zupełnie. Na ostatnim odcinku tej trasy, na skalistych plażach dostrzec można ponoć z okien nawet foki, my jednak nie mieliśmy tyle szczęścia - jeśli wy chcecie spróbować to koniecznie usiądźcie po prawej stronie autokaru!

Załoga łodzi na której pokładzie mieliśmy przedostać się na wyspy rozwiała nasze ostatnie nadzieje - 'naszej' wersji trasy nie da się zrealizować, opis internetowy to fantazja. Ostatecznie wybraliśmy więc opcję bez wyspy Iona i wsiedliśmy do łódki, która zdecydowanie z przesadą nazwana jest promem... Kilkadziesiąt minut rejsu i zaczęliśmy podejście do wyspy Staffa. Zanim opiszemy nasze wrażenia, kilka informacji czym jest ta wyspa a raczej dlaczego jest celem wycieczek...

Wyspa Staffa jest majstersztykiem natury. Powstała ona w wyniku erupcji wulkanu a stygnąca lawa dzięki kontaktowi z chłodniejszym podłożem skalnym i ekspozycji szkocką pogodę, miała tu tak wyjątkowe warunki, że zakrzepła w postaci kolumn bazaltowych podobnych do słynnego Giant's Causeway w Irlandii. Rzędy czarnych bloków i kolumn, w większości o heksagonalnym kształcie, tworzących wybrzeże i klify wyspy a w dodatku jeszcze kilka jaskiń to widok naprawdę niezapomniany. Największą jaskinią na wyspie jest Grota Fingala (głębokość 80 m, wysokość 20 m, szerokość wejścia 16 m). Pozostałe jaskinie to Grota Clamshell (40 m głębokości) i Boat Cave. Jak powstały jaskinie? Podłoże pod kolumnami powoli się przechylało, powodując napięcia i pękanie niektórych z nich. Te nadwyrężone, łatwiej poddały się naporowi fal morskich, które podkopywały je i kruszyły przez tysiące lat...
Skąd pochodzi nazwa największej z nich? Od imienia Finna MacCumhaill'a, zwanego Fingalem (ojca Ossiana - wielkiego barda), który około 250 roku n.e. przybył z Iralndii wraz z grupą dzielnych i wiernych wojowników. W 1772 roku naturalista Joseph Banks, po zwiedzeniu wyspy napisał: 'W porównaniu z tym, czymże są katedry i pałace budowane przez ludzi!' a Sir Walter Scott Grotę Fingala nazwał 'jedną z najbardziej wyjątkowych rzeczy jakie widział'. Grota Fingala stała się też inspiracją dla Mendelssohna, na którym wywarła głębokie wrażenie. W 1832 roku, licząc sobie zaledwie 20 lat, trzy lata po swej wizycie na wyspie ukończył on uwerturę 'Hebrydy, czyli Grota Fingala' opartą na melodii fal wybijanej w jaskini (jak to było z tymi wrażeniami, trudno powiedzieć, bo przekazy mówią, że podczas swego rejsu, przy wyjątkowo złej pogodzie, zapadł on na chorobę morską...). W 1847 z kolei jaskinię odwiedziła sama królowa Wiktoria...

Podpływając do wyspy przyglądać się można układowi skał, której ją tworzą. Pierwsza warstwa to tuff - sprasowany pył i popiół wulkaniczny, następnie mur prostych bazaltowych kolumn i ostatnia warstwa zdeformowanych i połamanych kolumn. A na tym wszystkim cienka warstewka żyznej ziemi pozwalającej zasiedlić niewielką wysepkę ponad 150 gatunkom roślin złożonych (choć nie ma tu ani jednego krzewu czy drzewa...).
Nas wysadzono na wyspie niestety na raptem 45 minut! Mimo, że jest ona niewielka, musieliśmy się nieźle uwijać, żeby wejść na klif nad jaskinią, chwilę się tam porozglądać a potem mieć trochę czasu na napatrzenie się na samą jaskinię sprzed wejścia do niej... Kolumny wzdłuż których biegnie ścieżka do jaskini, kolumny jak płyty chodnikowe przed grotą i utworzone z nich wysepki przy brzegu Staffy robią naprawdę niezatarte wrażenie. W dodatku, kolumny tworzące dolną część ściany jaskini są złamane, tworząc wygodną ścieżkę do jej wnętrza.
Ciekawostką jest, co opowiedział nam kapitan łodzi - wyspę pewien bogacz kupił i podarował w prezencie urodzinowym swojej żonie, ta jednak najwyraźniej oczekiwała innego 'kamienia', bo podarowała ją National Trust of Scotland. Dzięki temu jest ona teraz dostępna dla każdego.

Większość osób towarzyszących nam w pierwszym etapie rejsu ze Staffy popłynęła inną łodzią na Ionę, na naszej zatem się zdecydowanie przeluźniło. Po następnych kilkudziesięciu minutach dobiliśmy do Lungi - największej z Wysp Treshnish. Tu dostaliśmy tu od kapitana dwie godziny i ścisłe wskazówki, gdzie szukać puffinów. Zresztą nie były one nawet tak konieczne, bo gnieździ się ich tam bardzo dużo a norki w których mieszkają, leżą tuż przy ścieżce. Wystarczy usiąść na chwilę w pobliżu skraju klifu, a któryś z nich niedługo wyląduje w pobliżu. I trudno tylko rozstrzygnąć, czy to my się im przyglądamy, czy one oglądają nas...

Wyspy Treshnish leżą w południowej części archipelagu Hebrydów. Stanowi je osiem wysepek, różnych rozmiarów, liczących od 4 do 60 ha powierzchni i leżących od 3 do 7 km od brzegu wyspy Mull. Dziś są one niezamieszkane, jednak odnaleźć na nich można ślady zamków i osad nawet z czasów dominacji Wikingów nad Hebrydami. Opuszczone przez ludzi stały się jednak rajem dla wielu gatunków ptaków morskich i chronione są dyrektywą Komisji Europejskiej. Jesienią natomiast ich wybrzeża stają się porodówką dla stad fok szarych...

Dwie godziny na wyspie upłynęły niezwykle szybko wśród maskonurów, kormoranów, mew trójpalczastych i wydrzyków a otoczenie i ich brak lęku przed ludźmi wydawały nam się tak niezwykłe, że chyba, gdyby nie fotografie, które stamtąd przywieźliśmy, trudno byłoby nam wierzyć, że było tak, jak to zapamiętaliśmy...

Punktualnie o 16.20 kapitan naszej łodzi podniósł cumę - wskoczyliśmy na pokład już po tym fakcie :-) i ruszyliśmy w drogę powrotną. Tuż przed końcem rejsu, podczas którego wypatrzyliśmy nawet delfina, nasza łódź przybiła na chwilę do nabrzeża portu na Ionie, żeby wysadzić tych pasażerów, który tam kończyli swoją trasę. Dało nam to szansę przyjrzenia się z bliska opactwu.

Opactwo założone zostało, jak to już wyżej napisaliśmy, przez św. Kolumbana w VI wieku. Budowla, którą dziś widzimy, pochodzi jednak z wieku XII (a jeszcze dokładniej: jest efektem odbudowy przeprowadzonej około 100 lat temu). Jednak miejsce to było miejscem kultu znacznie wcześniej - swoje obrzędy przeprowadzali tu druidzi.
Na Ionie znajdują się też ruiny ufundowanego w 1203 roku przez Reginalda MacDonalda, klasztoru żeńskiego oraz cmentarz Reilig Oran, na którym pochowano ponoć 48 wczesnych królów szkockich, norweskich i irlandzkich - według legendy między innymi Dunkana i Makbeta, uwiecznionych przez Szekspira.

Potem tylko przeprawa do Fionnphortu, gdzie czekał na nas ten sam autokar. Dowcipny kierowca, urodzony na Mull, tym razem zabawiał nas anegdotami o tym jak żyje się na tej wyspie, zamieszkanej przez więcej jeleni niż ludzi. Acha! Tym razem z okna nawet dostrzegliśmy foki!
Szybka przesiadka na prom w Craignure i około 20 wysiedliśmy na stały ląd w Oban. Teraz został nam już tylko do obejrzenia słynny zamek Stalker - czy też zamek Aaaargh z filmu Monty Python's and the Holy Grail - to miał być taki wstęp do jutrzejszego dnia, w którym planowaliśmy odwiedzić miejsca które 'grały' w tym filmie...
Mijaliśmy go już poprzedniego dnia, jednak było już po zachodzie słońca więc niewiele widzieliśmy a w dodatku spieszyliśmy się żeby znaleźć miejsce na nocleg. Tym razem mieliśmy jeszcze prawie godzinę czasu do zachodu, a i tak wybieraliśmy się do Glen Coe, z którego chcieliśmy rozpocząć trasę na jutro. Wskoczyliśmy więc w auto i po około 30 minutach byliśmy już w Appin.

Zamek stoi na wysepce na jeziorze Loch Laich i widoczny jest z drogi A828 pomiędzy Oban a Glen Coe (mniej więcej w połowie). Chyba najlepsze punkty widokowe to łąka przed kawiarnią Castle Stalker View ponad miejscowością Appin oraz drewniana kładka ponad rzeką i bagnem w samym Appin (chcąc dostać się na kładkę najlepiej odbić na chwilę drogą w stronę Port Appin). Szczegółowy plan okolicy można sobie wydrukować ze strony www.multimap.com,

Zamek Stalker wzniesiony został około 1495 roku przez Duncana namiestnika z Appin, któremu ziemie te nadał król Jakub IV jako nagrodę za wsparcie w walkach z władcami wysp. Zamek w 1620 został zdobyty przez klan Campbell'ów i odbity w 1685 roku. Pod koniec XVIII wieku zamek został opuszczony i popadł w ruinę. Jego dzisiejszy stan to efekt stopniowej odbudowy prowadzonej od lat 60 ubiegłego wieku.

Zamek jest własnością prywatną jednak istnieje możliwość zwiedzenia go - o szczegóły można wypytać się ponoć w Port Appin Post Office. My się na to nie zdecydowaliśmy za to do syta napatrzyliśmy się na jego sylwetkę tak dobrze znaną z ostatnich scen Monty Python's and the Holy Grail... Acha! Jeśli znacie film i przyjedziecie pod zamek, nie bądźcie zaskoczeni brakiem olbrzymiej łąki po której król Artur prowadził natarcie na zamek Aaaargh, zakończone interwencją policji... Ta scena nakręcona została zupełnie gdzie indziej - w pobliżu mostu Allan pod Stirling...

My spod zamku przejechaliśmy ostatnie kilkanaście mil dzielące nas od Glen Coe i tam rozlokowaliśmy się na kempingu.


Warto wiedzieć
  • Wycieczki łodzią na wyspy Staffa, Iona i Lunga oferuje w Oban wiele firm - można poszukać ich w internecie lub wykupić wycieczkę już w samym Oban w ich biurach. Nie wiemy jednak czy którakolwiek z form naprawdę oferuje wyprawę na wszystkie trzy wyspy. Widzieliśmy tylko oferty typu:
    - Staffa - 1.15 h na wyspie
    - Staffa i Iona - 1 h na wyspie Staff i 1.30 na wyspie Iona
    - Staffa i Treshnish Isles - 1 h na wyspie Staffa i 2-2.30 na wyspie Lunga
  • Na pewno jednak zwiedzanie można zorganizować sobie bardziej samodzielnie - przepłynąć na Mull promem razem z samochodem i przejechać przez wyspę do Fionnphort. Będąc tam odpowiednio wcześnie pewnie można na własną rękę przepłynąć na Ionę promem (to naprawdę bardzo blisko, zaledwie mila wody a przeprawa trwa jakieś 5 minut), zwiedzić ją, wrócić do Fionnphort i załapać się tam na jedną z wypraw łączących wyspę Staffa i Treshnish Isles. Niestety taka opcja z całą pewnością kosztuje dużo drożej.
  • Bilet wstępu do opactwa Iona kosztuje 4 funty (dla posiadaczy Explorers Passport jest jednak darmowy).
  • Ceny kempingów w Szkocji za dwie osoby, auto i namiot: 10-14 funtów za noc zależnie od lokalizacji.
  • W Glen Coe według naszych informacji działają trzy kempingi, jeden nad brzegiem jeziora Loch Leven w samej miejscowości, drugi przy Visitors Centre powyżej w dolinie a trzeci około milę za hotelem młodzieżowym. My wybraliśmy ten ostatni - za dwie osoby, namiot i samochód zapłaciliśmy 13.50 funtów. Podobno jednak najlepszy standard za niewielką cenę i bardzo przyjazną obsługę oferuje leżący trochę na uboczu kemping w Kinlochleven.
Powrót © 2010 Gwarki Górskie