Już od dłuższego czas planowaliśmy krótki wypad do klasztoru w Maulbronn, uważanego za najlepiej zachowany i najbardziej imponujący średniowieczny zespół klasztorny na północ od Alp. Wspólnie z kolegą z klinki Matthiasem i jego przyjaciółką Anją oraz odwiedzającą nas właśnie w Tybindze Martą wybraliśmy się tam wreszcie pewnej pochmurnej i deszczowej październikowej soboty z nadzieją na bogate wrażenia...
Ponad półtorej godziny jazdy jazdy, później spacer i już staliśmy pod murami ponad 850-letniego klasztoru. Nie skorzystaliśmy z głównej bramy, tylko z przesmyku na murach, dzięki czemu pierwsze spojrzenie na klasztor, ze sporej wysokości pozwoliło nam ogarnąć rozmiar kompleksu budynków i ich wzajemne położenie... Jeszcze tylko kupujemy bilety, uruchamiamy audioguide'y wyglądające jak przedpotopowe komórki i zanurzamy się w świat średniowiecznego opactwa...
Legenda mówi, że ponad 850 lat temu, Walter von Lomersheim, wyruszył w drogę z mułem, którego obarczył workiem pełnym pieniędzy i planem ufundowania opactwa w miejscu, gdzie zwierzę zrzuci drogocenny ładunek. Muł po długiej wędrówce zatrzymał się, zrzucił sakwy i potężnym uderzeniem kopyta rozbił skałę z której wytrysnęło źródło. Jeśli napiszemy Wam jeszcze że 'Maultier' to po niemiecku muł a 'Brunnen' to fontanna lub studnia, to łatwo dopiszecie dalszy ciąg tej opowieści...
Inne podanie mówi, że to mnisi podczas swej wędrówki zatrzymali się w tym miejscu by napoić muły. Odpoczywając zaczęli rozglądać się po okolicy i zauroczeni jej wyglądem oraz bogactwem przyrody, wróżącym żyzność ziemi, zdecydowali się wybrać to miejsce na budowę klasztoru.
Jakiekolwiek były legendarne początki założenia w dolinie rzeki Salzach pewne jest że w roku 1147 mnisi z klasztoru Neuburg w Alzacji, rozpoczęli tu budowę kościoła i klasztoru na ziemiach nadanych im przez biskupa Gunthera von Speyer. W niespełna 10 lat później, klasztor, posiadający już 10 gospodarstw, zostaje objęty opieką przez cesarza Fryderyka Barbarossę a rok później ma już wystarczająco dużo mnichów, by wysłać ich grupę z misją założenia nowego zgromadzenia w Schöntal.
W 1250 roku liczba gospodarstw wzrasta do 20 a klasztor zostaje otoczony zewnętrznym murem. Do końca XV wieku klasztor jest rozbudowywany, ciesząc się opieką lokalnych władców i cesarza. Nadchodzą jednak czasy reformacji, w 1504 roku władzą przejmuje książę Ulrich von Württemberg, który trzydzieści lat później wprowadza reformacyjny porządek w klasztorze, wreszcie w roku 1556 roku klasztor przekształcony zostaje w protestancką szkołę klasztorną, która cztery lata później zyskuje status szkoły wyższej.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy w sali zawierającej makietę całego kompleksu, korzystając z której można dowiedzieć się jakie było przeznaczenie, budynków otaczających rozległy dziedziniec. Szybko jednak opuszczamy to pomieszczenie i wędrujemy w stronę samego klasztoru.
Pierwszy naprawdę interesujący obiekt na trasie zwiedzania to kruchta kościelna 'Raj' wzniesiona w latach 1210-1220 przez nieznanego z imienia architekta zwanego 'Mistrzem Raju'. Budowla ta, jest prawdopodobnie najstarszym niemieckim budynkiem z elementami gotyckimi. Nazwę swą zawdzięcza urodzie oraz temu że prowadzi do kościoła.
Audiogiude zwraca naszą uwagę na półksiężyce, autograf 'Mistrza Raju' wykuty w podporach łuków, my jednak ignorujemy te opowieści chłonąc raczej to co widzimy, nie to co płynie ze słuchawki. Przyglądamy się kolumnom tworzącym swego rodzaju pęczki linii wzdłuż, których rozkładają sie siły i na których spoczywa masywne sklepienie, nade wszystko przykuwa nasza uwagę chyba jednak niecodzienne połączenie muru pruskiego widzianego przez szczeliny wysokich, smukłych okien i gotyckie maswerki...
Wreszcie wchodzimy do kościoła. Świątynia konsekrowana została przez biskupa Trier 14 maja 1178 roku i była pierwszym ukończonym budynkiem klasztoru. Początkowo surowa i pozbawiona ozdób, jak wymagała tego reguła zakonu, z czasem udekorowana została malowidłami i rzeźbionymi ornamentami a prosty drewniany dach zastąpiony wyszukanym sieciowym sklepieniem (ukończonym w 1424 roku). Kościół przedzielony jest murem, za którym przebywać mogli tylko mnisi, część w której stoimy przeznaczona była dla braci świeckich. Jej najbardziej charakterystyczny element to ogromny późnogotycki krucyfiks wykuty z jednego bloku piaskowca, choć faktura krzyża jest wyrzeźbiona z taka precyzją, że trudno oprzeć się wrażeniu że jest on wykonany z drewna...
Niestety historycznemu wnętrzu uroku bardzo ujmują zupełnie współczesne elementy w ołtarzu i krzesła oraz uzupełnione najwyraźniej podczas rekonstrukcji i prac renowacyjnych w XIX wieku kapitele i podstawy kolumn oraz inne elementy rzeźbiarskie... Trochę nie tego spodziewaliśmy się po zabytku nad którym pieczę ma UNESCO...
Przechodzimy za mur dzielący nawę kościoła aby znaleźć się w części przeznaczonej tylko dla ojców. Tu wreszcie poczuć można atmosferę średniowiecznego klasztoru - piękne stalle rzeźbione w ciemnym drewnie, fragmenty odsłoniętych oryginalnych malowideł a wokół mury, które setki lat temu odbijały echem śpiewane tu chorały...
Po opuszczeniu kościoła wchodzimy na krużganek klasztorny otaczający dziedziniec z krytą studnią. W łukach sklepienia znów odnaleźć można półksiężyce 'Mistrza Raju' w wielu innych miejscach podpisy uczniów seminarium, którzy kształcili się tu od 1556 roku z łaciny, greki, języka hebrajskiego i francuskiego oraz poetyki, logiki, retoryki, historii, matematyki i... metafizyki. Wśród najsłynniejszych uczniów wymienić należy astronoma Johannesa Kepplera (1571-1630), poetę Fridericha Hölderina (1770-1843) i pisarza-noblistę Hermanna Hessego (1877-1962), który w zawoalowany sposób opisał klasztor w swej powieści Narcyz i Złotousty.
Maulborn było też siedzibą innej znanej postaci choć w innych czasach i z innych przyczyn... Za czasów opata Johanna Entenfussa, który objął duchowe przywództwo nad zgromadzeniem w 1512 roku, w klasztorze pracował magik Faustus. Ponoć, opat chcący rozbudować i wzbogacić klasztor zatrudnił alchemika do produkcji złota. Niewiele wiadomo dziś o osobie Fausta, a fakty historyczne zostały oplecione siecią wyobrażeń i interpretacji literackich. Począwszy od 'Faustbuch', zbioru historii opowiedzianych ponoć przez czarnoksiężnika i wydanych przez nieznanego autora w 1587 roku, poprzez dramat Christophera Marlowe a skończywszy na dziele Goethego i uwspółcześnionej wersji Tomasza Manna, legenda o tajemniczym doktorze wnika w europejska literaturę...
Dziś, w południowio-wschodnim narożniku kompleksu budynków klasztornych stoi wieża, zwana wieżą Fausta (Faustturm), w której być może wieki temu alchemik próbował otrzymać złoto...
Wróćmy jednak o kilka stuleci wstecz, bo oto stoimy na progu przepięknej Sali Kapituły, zdobionej śmiałymi gotyckimi maswerkami, dalekimi od pierwotnej cysterskiej surowości, i malowidłami na sklepieniach. Następne pomieszczenie - zwane Parlatorium, było w rzeczywistości kaplicą i łącznikiem dormitorium a resztą zabudowań klasztoru. Dalej zajrzeć można do niewielkiego Kalefaktorium i wreszcie do najpiękniejszego pomieszczenia w Maulbronn - Refektarza Mnichów, ukończonego około 1225 roku kolejnego dzieła 'Mistrza Raju'. Niestety, w pochmurny dzień, trudno docenić kolor kamienia użytego na budowę ścian oraz czerwonych żebrowań sklepienia, które tak pięknie wyglądają na pocztówkach. Mimo wszystko trudno nie być pod wrażeniem przestronnej i lekkiej konstrukcji sali jadalnej. W jednej ze ścian odnaleźć można schody prowadzące niegdyś na mównicę, z której jeden z mnichów czytał podczas posiłku współbraciom święte teksty. Najciekawszym elementem jest jednak kolumna z dziwnym wyżłobieniem. Nasz nieoceniony audiogiude wyjaśnił nam, że wyżłobieniem tym do rowka u podstawy sączyło się wino. Po skromnym posiłku, każdy z mnichów, mógł zanurzyć w winie palce, by go skosztować. Ponoć jeden z nich pewnego dnia, rozsmakowany w winie zamarzył o tym, by mieć jedenaście palców i w ten sposób móc wypić odrobinę więcej. Do tej pory produkowane w Maulbronn wino nosi nazwę 'Elffinger'...
Po opuszczeniu Refektarza, trasa zwiedzania prowadzi do Refektarza Braci Świeckich, którego najcenniejsze elementy, średniowieczne kolumny, zastąpione zostały w 1890 roku kopiami. Zanim tam dotrzemy, warto jeszcze na chwilę zatrzymać sie przy fontannie. Obecna rzeźbiona fontanna o trzech misach pochodzi z 1878 roku, jednak, juz w czasach średniowiecznych znajdowała się tu studnia, przy której mnisi myli sie przed każdym posiłkiem.
Ostatnie pomieszczenie na trasie zwiedzana to Cellarium, dawna piwnica, obecnie przekształcona niewielkie lapidarium, w którym oprócz fragmentów kamiennych dekoracji murów pokazane są średniowieczne narzędzia budowniczych i metody jakimi kuli i kształtowali oni surowe bloki piaskowca tworząc swe dzieła.
Opuszczaliśmy klasztor z mieszanymi uczuciami. Trudno zaprzeczać jego wartość historyczną jednak nie wywarł na nas spodziewanego ważenia. Może to pochmurny dzień odebrał wnętrzom coś z ich charakteru, może my przyjechaliśmy tu ze zbyt wielkimi oczekiwaniami. W każdym razie widok sfuszerowanych elementów uzupełniających brakujące fragmenty kolumn w kościele czy atakowane przez wilgoć i 'grzyb' ściany Refektarza na pewno nie pomagają w zwiedzaniu i w próbie poczucia atmosfery klasztoru z czasów średniowiecza. Dużo bliżej historii byliśmy zwiedzając leżące 'rzut beretem' od Tybingi opactwo w Bebenhausen...