Kolejnym naszym celem wycieczkowym w okolicy Tybingi, stało się
miasto Haigerloch, znane głównie ze znajdującego się tam pod koniec
wojny laboratorium, w którym naukowcy niemieccy usiłowali
przeprowadzić reakcję łańcuchową rozszczepienia jąder uranu.
Niektórzy mówią, że były to tylko eksperymenty naukowe inni, że prace
miały prowadzić do wyprodukowania bomby atomowej... Ale o tym
później...
Gdzie jest zamek?...
Zamek Haigerloch
Haigerloch - widok na miasto
Zamek Haigerloch
Haigerloch
Zamek Haigerloch
Kościół zamkowy
Drei Koenige
Replika reaktora jadrowego
Pojemniki na ciężką wodę
Oryginalne kostki uranowe
Uranononośne skały i szkło barwione uranem
Wnętrze Atomkeller-Museum
Wejście do Atomkeller-Museum
Kościół ewangelicki
Synagoga
Wnętrze kościoła pielgrzymkowego św. Anny
Na murze kościoła św. Anny
Wieża Rzymska
Cmentarz żydowski
Cmentarz żydowski
Cmentarz żydowski
Cmentarz żydowski
Widok na zamek i kościół zamkowy
23 listopada 2003
Wycieczka zaczęła się lekkim niepowodzeniem. Najpierw
wykruszyła się nam grupka, z którą mieliśmy wyruszyć. Nasza
przyjaciółka z Rumunii, Laura, musiała zostać w domu i opracować
wyniki sobotnich pomiarów a Rafael, stypendysta z Hiszpanii się
rozchorował. W efekcie wyruszyliśmy sami i może lepiej, bo dalej
czekały nas kolejne niemiłe niespodzianki. Pociąg, którym mieliśmy
dotrzeć z Tybingi do Hechingen był opóźniony (wbrew pozorom to
nagminne na niemieckiej kolei) więc zwątpiliśmy w szansę złapania
autobusu z Hechingen do Haigerloch, według rozkładu jazdy mieliśmy
tylko 3 minuty zapasu... O dziwo jednak pociąg nadrobił opóźnienie i
wkrótce siedzieliśmy już w autobusie, a właściwie minibusie linii Hzl
nr 10 (Hohenzollerische Landesbahn) do Horb przez Haigerloch. Ale
okazało się, że to nie koniec przygód...
Szalony kierowca, pędzący
minibusem w stylu absolutnie nie niemieckim, dowiedziawszy się po
około 20 minutach podróży, dokąd zmierzamy, zahamował niemal z
piskiem opon w szczerym polu i oświadczył, że stąd mamy najbliżej...
Co było zrobić... wysiedliśmy i już po chwili zaczęliśmy wątpić w
jego dobre intencje. Co prawda znak przed nami wyraźnie wskazywał
drogę do zamku i Atomkellermuseum, ale równina przed nami zwiastowała
niezły odcinek do pokonania... W tym momencie nawet cieszyliśmy się,
że nasi znajomi nie wybrali się z nami, bo byliby chyba wściekli. Nam
natomiast było całkiem wesoło w tej dziwacznej sytuacji i dobry humor
nie opuścił nas aż do samych murów zamku, który okazał się
rzeczywiście być całkiem niedaleko, na zboczu płaskowyżu opadającym
ku rzece Eyach. Mimo wszystko nie wiemy dlaczego kierowca nie dowiózł
nas do miasta Haigerloch u jego stóp...
W każdym razie cieszyliśmy
się, że udało nam sie dotrzeć do celu i zaczęliśmy rozglądać się po
zabudowaniach zamku. Duży zespół budynków, głównie renesansowych,
pochodzących z XVI wieku, zastąpił istniejącą tu wcześniej
średniowieczną fortecę wybudowaną około 1200 roku przez grafów von
Hohenberg. Przebudowy dokonano w latach 1580-88 z polecenia grafa
Christopha von Hohenzollern-Haigerloch. Niestety zamek mieści obecnie
hotel i ośrodek sztuki i jego zwiedzanie nie jest możliwe. Warto
natomiast przejść się na punkt widokowy zwany Kapf, na którym
umieszczono drewniany krzyż, i popatrzeć stamtąd na miasto, nietypowo
wybudowane na zboczu doliny. Dostrzec stąd można prawie wszystkie
warte zwiedzenia, zabytki Haigerloch - nad miastem góruje Wieża
Rzymska (nim. Römerturm), widać też cztery kościoły - kościół zamkowy
pw. Świętej Trójcy, na skale nad rzeką i dolną częścią miasta,
najwyżej położony kościół pielgrzymkowy św. Anny, niżej kościół
ewangelicki (w jego ołtarzu umieszczono kopię Ostatniej Wieczerzy
Leonarda da Vinci) i niewielki kościół św. Mikołaja w dolnej części
miasta. Widok psuje tylko brzydki budynek browaru i otaczających go
zaśmieconych terenów. Po powrocie na dziedziniec zamkowy, należy
odnaleźć bramę, by idąc dość stromo w dół, dotrzeć do kościoła
zamkowego (niem. Schlosskirche). Świątynia z zewnątrz przypomina budowle
gotyckie a najlepiej prezentuje się z przeciwległego zbocza doliny,
spod Wieży Rzymskiej. Powstała jednak około roku 1600 z fundacji
Christopha i Kathariny von Hohenzollern, a jej barokowo-rokokowe
wnętrze ukończono około 150 lat później. Warto uświadomić sobie, że
kilkadziesiąt metrów niżej, pod posadzką kościoła kryje się cel
naszej wycieczki - Atomkellermuseum. Tam też powędrowaliśmy po
wyjściu z kościoła. Zeszliśmy w dół do miasta, na chwilę zatrzymując
sie przed fontanną św. Jana Nepomucena na rynku i po kilku minutach
kupowaliśmy już bilety do muzeum (ulgowy 0,50 euro, normalny 1 euro)
Jak już wspomnieliśmy muzeum powstało w miejscu, gdzie od końca roku 1944, przez ostatnie miesiące wojny, naukowcy niemieccy pracowali nad wywołaniem i podtrzymaniem kontrolowanej reakcji rozszczepiania jąder uranu pod wpływem neutronów termicznych. Grupą naukowców kierował słynny profesor Werner Heisenberg, autor zasady nieoznaczoności, który położył podwaliny pod sformułowanie mechaniki kwantowej a w roku 1932 (w wieku 31 lat!) otrzymał nagrodę Nobla. W zespole pracowali ponadto Karl Wirtz, Carl-Friedrich von Weizsäker and Walter Bothe. Prace prowadzono wcześniej w Berlinie, w Instytucie im. Cesarza Wilhelma, ale ze względu na nasilające się bombardowania i zagrożenie zajęciem przez Rosjan, przeniesiono je do Haigerloch. Piwnica pod kościołem zamkowym, wybrana na lokalizację laboratorium przez profesora Gerlacha (który studiował fizykę w Tybindze), powstała na przełomie wieków, podczas budowy tunelu kolejowego.
Muzeum powstało w tym miejscu stosunkowo niedawno, bo dopiero w 1980 roku (w maju 1980 roku w ceremonii jego otwarcia uczestniczył nawet sam Karl Wirtz, jeden z członków pracującego tu zespołu), a wiele z prezentowanych tam eksponatów zgromadzono i wystawiono nawet później. Otwarcie muzeum było reakcją władz miasta na ciągłe próby zwiedzania tego miejsca podejmowane przez trafiających tam turystów. Na każdym kroku, zwiedzający muzeum są przekonywani, że cały projekt realizowany przez Instytut im. Cesarza Wilhelma nie miał w żadnym wypadku na celu skonstruowania 'bomby atomowej' (jako fizycy musimy pisać tą nazwę w cudzysłowu ...) a jedynie udowodnienie możliwości przeprowadzenia i podtrzymania reakcji łańcuchowej ... No cóż, trudno dyskutować na ten temat po tylu latach ale jedno jest pewne, eksperyment w Heigerloch się nie powiódł ...
Na zdjęciach możecie zobaczyć rekonstrukcję reaktora jądrowego, który powstał w wyniku tych prac. Stanowiły go wpuszczona w beton i skałę aluminiowa obudowa zewnętrzna, wykonana z magnezu obudowa wewnętrzna, warstwa grafitu pomiędzy obudowami, oraz umieszczone na 78 łańcuchach 664 kostki uranu, o boku 5 cm i łącznej masie 1,5 tony (odległość pomiędzy kostkami wynosiła 14 cm). Grafitem wyłożone zostały oczywiście także przestrzenie pomiędzy obudowami na dnie i na pokrywie. Kostki uranu obniżane były i umieszczane wewnątrz środkowej obudowy a przestrzeń pomiędzy betonem a zewnętrzna obudową wypełniona była wodą, która stanowiła chłodziwo. W środek tej konstrukcji wprowadzano źródło neutronów aby zapoczątkować reakcję, która następnie podtrzymywana była dzięki wypełnieniu wewnętrznej obudowy ciężka wodą. Okazało się jednak, że pomimo całkowitego wypełnienia reaktora ciężką wodą, nie zdołano osiągnąć stanu krytycznego - obliczenia wykazały, ze w tym celu reaktor musiałby być około 1,5 razy większy a nie było już czasu i środków na powiększenie go, zapewnienie większej ilości ciężkiej wody i dodatkowej ilości bloków uranu. Niedługo po przeprowadzeniu ostatniego doświadczenia Niemcy skapitulowały i Haigerloch znalazło się we francuskiej strefie okupacyjnej. Mimo to laboratorium zostało zajęte przez specjalny oddział amerykańskich sił lądowych w ramach tzw. 'Alsos Mission'. Otrzymali oni rozkaz zniszczenia piwnicy i wszelkich śladów po doświadczeniach, jednakże piwnica nie została wysadzona w powietrze, wbrew wcześniejszym rozkazom ze względu na zabytkowy, barokowy kościół znajdujący sie powyżej i interwencję proboszcza parafii, księdza Gulde, który pokazał kościół dowódcy sił US.
Heisenberg uciekł na rowerze w przeddzień zajęcia laboratorium przez siły alianckie i schronił się u swojej rodziny w Urfeld w Alpach Bawarskich, wcześniej polecając współpracownikom spalić dokumenty i zakopać kostki uranu. Aresztowani Weizsäker i Wirtz początkowo nie chcieli powiedzieć nic na temat eksperymentów, później jednak wyjawili miejsce ukrycia uranu i dokumentów, której jak sie okazało nie zostały spalone, tylko ukryte pod wodą w szczelnym pojemniku.
Reaktor został zdemontowany, jego części i całe wyposażenie laboratorium wywiezione do USA a naukowcy internowani w Anglii (zarówno wywóz reaktora jak i internowanie naukowców odbyło się wbrew woli Francuzów, którzy oficjalne zarządzać mieli tym terenem). Tam też dowiedzieli się o zrzuceniu przez Amerykę 6 sierpnia 1945 roku bomby na Hiroshimę. Przekazy historyczne mówią, że Otto Hahn, odkrywca reakcji rozszczepienia uranu, który w ten sposób zapoczątkował badania mające na celu uzyskanie energii jądrowej, wpadł w depresję i myślał nawet o popełnieniu samobójstwa widząc w jaki sposób jego odkrycie zostało wykorzystane. W rok i trzy miesiące później, 16 listopada 1946 roku, do naukowców dotarła kolejna sensacyjna informacja. W 'Daily Telegraph', podczas śniadania Heisenberg przeczytał, że Hahn został uhonorowany nagrodą Nobla za swe odkrycie z 1932 roku ...
W muzeum na każdym kroku podkreśla się, że eksperymenty tu przeprowadzane, wbrew sensacyjnym podejrzeniom, nie miały na celu skonstruowania bomby atomowej, zwłaszcza że naukowcy nie dysponowali wystarczającymi do tego celu środkami technicznymi i finansowymi. Oni sami wspominają, że w chwili gdy przekazywali kostki uranowe Amerykanom, kierowała nimi myśl o tym, że kontynuacja badań, będących sensem ich naukowego życia i kariery, będzie możliwa tylko we współpracy z aliantami. W ulotkach dostępnych w muzeum przeczytać można tylko o spotkaniu w Berlinie w 1942 roku, kiedy to naukowcy składali raport z postępów pracy. Zapytani, czy w ciągu dziewięciu miesięcy są w stanie skonstruować broń, która mogłaby przesądzić o losach wojny, Heisenberg i Bothe odpowiedzieli krótkim i zdecydowanym 'nie', co spowodowało ograniczenie budżetu badań przekazanie kontroli nad projektem profesorowi Gerlachowi usuwając go jednocześnie ze sfery zainteresowania urzędów wojskowych.
Oprócz rekonstrukcji reaktora i pojemników na ciężką wodę, w muzeum obejrzeć można replikę stołu doświadczalnego, na jakim Otto Hahn odkrył w 1932 roku reakcję rozszczepienia oraz model laboratorium z czasów wojny. Inna, ciekawa część ekspozycji to licznik Geigera-Muellera, który zwiedzający mogą umieszczać w pobliżu różnych lekko radioaktywnych obiektów, jak na przykład karafki i kieliszki ze szkła barwionego uranem na zielono ...
Po zwiedzeniu muzeum postanowiliśmy wdrapać się na przeciwległe
zbocze doliny i stamtąd popatrzeć na zamek i miasto. Po pokonaniu
mostu, ulicami Steigle i Oberstadrstrasse wydostaliśmy sie stromo w
górę. Niestety Wieża Rzymska była nieczynna (można ją zwiedzać tylko
w okresie od kwietnia do października) a mieliśmy nadzieję na
panoramę z jej wierzchołka, ale z tarasu widokowego przed hotelem
Krona i spod kościoła św. Anny także roztaczał się ładny widok.
Żałowaliśmy tylko, że jesteśmy tu o takiej porze roku, kiedy
pozbawione liści drzewa, ujmują wiele uroku widokom.
Warto wyjaśnić, że wbrew swej nazwie Wieża Rzymska nie pochodzi z
czasów rzymskich, tylko z okresu romańskiego, z XI lub XII wieku,
kiedy to powstał w Heigerloch pierwszy zamek hrabiów Zollern. Obecny
wygląd wieża zawdzięcza przebudowie z lat 1744-46, a nazwę, epoce
romantyzmu...
Zwiedziliśmy za to kościół św. Anny, zaskakujący swym barokowym
lecz przestronnym wnętrzem zamkniętym w niewielkiej bryle budynku.
Kościół powstał w latach 1753-57 na miejscu późnośredniowiecznej
kaplicy pod tym samym wezwaniem.
Po zwiedzeniu kościoła postanowiliśmy zapuścić się w zupełnie inne
obszary miasta i odnaleźć synagogę i cmentarz żydowski.
Synagoga okazała się być nieciekawym, zamkniętym na klucz budynkiem z
zupełnie nowoczesnym wyposażeniem widocznym przez okna. Za to
cmentarz, ze starymi, zniszczonymi nagrobkami z XIX wieku,
porośniętymi bluszczem, ma niezwykły nastrój.
Po zwiedzeniu cmentarza wróciliśmy do Górnego Miasta - Oberstadt
wypić piwko i poczekać na powrotny autobus. Jakież było nasze
zaskoczenie, gdy za kierownicą busa wypatrzyliśmy tego samego
kierowcę, który rano zostawił nas w szczerym polu... Na szczęście tym
razem zawiózł nas na stację kolejową w Hechingen a stamtąd bez trudu
wróciliśmy do Tybingi...