29.08.2003 wyszliśmy z konsulatu niemieckiego wreszcie trzymając
w rękach wizy i zdaliśmy sobie sprawę, że lato się już kończy a my w
tym roku nie zorganizowaliśmy sobie porządnej kilkudniowej trasy
górskiej. Trzeba było to nadrobić a wybór padł na leżące niedaleko,
ale zawsze jakoś przez nas pomijane słowackie Tatry Niżne.
Wieczorem pojechaliśmy do Zakopanego a już następnego dnia
siedzieliśmy w autobusie z Zakopanego do Popradu, gdzie
przesiedliśmy się w słowacki autobus do Ružemberoka. Dalej jeszcze tylko pół godziny drogi kolejnym autobusem do
położonej na wysokości 980 m miejscowości Donovaly - stamtąd
postanowiliśmy rozpocząć naszą niżniotatrzańską graniówkę...
Donovaly to właściwie górska osada - ponoć liczy tylko 150 stałych
mieszkańców, jednak znajduje się tu kilka wysokiej klasy hoteli i zespół
stoków narciarskich ściągający tu wielu amatorów białego szaleństwa.
Wychodzi stąd także klika znakowanych szlaków turystycznych łącznie
z wybraną przez nas znakowaną na czerwono trasą graniową zwaną Drogą
bohaterów Słowackiego Powstania Narodowego. Do niedawna
przełącz Donovaly uznawana była za zachodnią granicę Niżnych Tatr,
teraz uznaje się, że grzbiet górski leżący pomiędzy nią, a głęboka
przełęczą Hiadel'ské sedlo (1099 m), zwany Starohorskimi Wierchami
jest odrębna jednostką a Tatry Niżnie rozpoczynają się właśnie od
Hiadel'skégo sedla. My postanowiliśmy jednak pokonać cały szlak
bohaterów SPN i po noclegu na wyjątkowo drogim kempingu 'Kamzik' (za
dwie osoby zapłaciliśmy 280 Sk) wczesnym rankiem wyruszyliśmy na trasę,
która tego dnia miała doprowadzić nas do schroniska pod Siodłem
Dziurkowej.
Według przewodnika 'Niżne Tatry - z plecakiem po Słowacji' trasa ta
obliczona jest na 10.30 godziny marszu z obawą spoglądaliśmy więc na
zachmurzone niebo, które przywitało nas rano (co zresztą bardzo nas
zaskoczyło po pięknym wieczorze poprzedniego dnia), ale mając tylko
tydzień wolnego przed zbliżająca się konferencją, postanowiliśmy
przejść graniówkę bez względu na pogodę.
Na pierwszym odcinku prześwitywało jeszcze słońce a powyżej lasu na Keczce
(Kečka - 1225 m) i Kozim Grzbiecie (Kozi chrbát -
1330 m) wiatr przewiewał strzępy białej mgły oblepiającej południowe
stoki. Szybko pokonaliśmy ten odcinek i już o 10 rano byliśmy na Hiadelskim
Siodle (1099 m) przed największym tego dnia podejściem prowadzącym
na piętrzącą się nad nami Praszywą (1652 m) i leżącą dalej Małą
i Wielką Chochulę (Vel'ka Chochul'a - 1719 m i 1753 m). Tu
niestety pogoda wyraźnie zaczęła się pogarszać i pomimo zmęczenia ponad
półtoragodzinnym podejściem prawie natychmiast powędrowaliśmy
dalej. Wkrótce zaczęło mżyć, co w połączeniu z silnym zimnym wiatrem
w odsłoniętym halnym terenie nie pozwalało na dłuższy postój.
Prawie pobiegliśmy więc na Latiborską Holę (1643 m) powoli otaczani
przez coraz niżej wiszące chmury. Wkrótce mżawka przekształciła się w
lodowaty deszcz a chwilami nawet grad, w którym maszerowaliśmy
ostatnie dwie godziny przez Dziurkową (Ďurkova - 1750 m)
do Siodła Dziurkowej (1640 m), gdzie odgałęzia się zielony
szlak, przy którym, 5 minut drogi w dół, znajduje się utulnia
pod Siodłem Dziurkowej.
W Niżnich Tatrach znajduje się kilka schronisk, które dzielą się na
tzw. chaty, czyli to, co u nas rozumie się pod pojęciem schroniska -
bufet, pokoje lub zbiorowe sale do spania, sanitariaty itp. oraz
utulnie - czyli chatki turystyczne, zazwyczaj niewielkie i bez
gospodarza, ogrzewane piecem lub kominkiem i bez zaplecza
sanitarnego. Noclegi w utulniach są darmowe - wyjątek stanowi utulnia
pod Siodłem Dziurkowej, która jest większa i posiada gospodarza a nocleg
w niej kosztuje 50 Sk (w zamian za to nie trzeba samemu zbierać drzewa i
palić w piecu, co było dla nas, przemarzniętych i przemoczonych,
wielką radością).
Ciekawe jest to, że tego dnia po drodze poznaliśmy trzy osoby, razem z
którymi zawędrowaliśmy do utulni - wszyscy byli Czechami...
Wieczorem temperatura spadła do 7 stopni, ale śpiąc w zbiorowej sali na
poddaszu nawet miło było w nocy posłuchać uderzeń wiatru i deszczu w
dach i ściany chaty wiedząc, że w środku jest cieplutko i
bezpiecznie.
Niestety pogoda nie poprawiła się i rano wyruszyliśmy z utulni w
gęstą mgłę przy temperaturze ledwie 4 stopnie powyżej zera i ciągle
silnym wietrze. Początek trasy na ten dzień to dość mozolne
podejście pod Chabenec (1955 m).
Pod jego
wierzchołkiem, we mgle, a właściwie w chmurach, w których wędrowaliśmy,
zaczęły się tworzyć dziury, przez które można było nawet spojrzeć na
okolicę. W tak zmiennej scenerii - od gęstego białego mleka po
oświetlone słońcem rude stoki górskie wędrowaliśmy przez Križske
sedlo (1775 m) na Dereše (2003 m) skąd spora
dziura w chmurze pozwoliła nam podziwiać skalny wierzchołek Chopoka
(2024 m) - trzeciego co do wysokości, a z pewnością najbardziej znanego,
ze względu na pokrywającą go gęstą sieć narciarskich tras zjazdowych i
wyciągów, szczytu Tatr Niżnich.