Od kilku lat chodziło nam po głowie, żeby spróbować przejść całą Orlą Perć - najtrudniejszy i najbardziej 'honorny' szlak tatrzański w ciągu jednego dnia... Udało nam się to zrealizować dokładnie w dwudzieste piąte urodziny Uli...
Orla Perć - szlak wyznakowany w latach 1903-1906 staraniem i nakładem finansowym
księdza Walentego Gadowskiego jest najtrudniejszym szlakiem tatrzańskim. Przewodniki
zwykle zalecają pokonywanie go, w co najmniej dwóch etapach, korzystając z
licznych szlaków łącznikowych wytyczonych w latach (1904-1911). Jednak mając
dobrą kondycję i obycie z przepaściami można pokusić się o pokonanie go za
jednym zamachem - to naprawdę duża satysfakcja.
My ułatwiliśmy sobie nieco zadanie wydostając się na wierzchołek Kasprowego
Wierchu (1987 m) - początek trasy - kolejką linową. Być może spróbowalibyśmy
również tą część pokonać pieszo gdyby nie to, że wycieczka połączona była
z
w obserwatorium - musieliśmy tam wymienić pojemniki na CO2, co zajmuje niestety
trochę czasu a same pojemniki, dość ciężkie trzeba było wytaszczyć na górę
i co gorsza zabrać ze sobą na dalszą trasę...
Po uporaniu się z obowiązkami o 9.00 wyruszyliśmy na szlak (radzimy jednak
wybrać się wcześniej, sami byśmy to zrobili gdyby tylko się dało). Początkowo
prowadzi on szeroką drogą na Suchą Przełęcz (1950 m) i Beskid
(2012 m) - pierwszy punkt na trasie, gdzie przekraczamy wysokość 2 km nad
poziomem morza. Warto stamtąd spojrzeć za siebie na oddalający się wierzchołek
Kasprowego Wierchu z bryłami górnej stacji kolejki i obserwatorium i leżące
za nim Tatry Zachodnie. Dalej szlak staje się węższy i prowadzi na Przełęcz
Liliowe (1952 m). Przełęcz stanowi granicę pomiędzy Tatrami Zachodnimi
i Wysokimi a ponadto jest to ostatni punkt na Orlej Perci, leżący poniżej
2000 m n.p.m.
Z Przełęczy Liliowe ścieżka po niedługim podejściu wyprowadza nas na stoki
Skrajnej Turni, którą, podobnie jak kolejną Pośrednią Turnię trawersujemy
docierając do rumowiska skalnego, z którego w pełnej okazałości podziwiać
możemy Świnicę piętrzącą się ponad Przełęczą Świnicką (2051 m).
Schodząc na przełęcz można odnieść wrażenie, że ściana Świnicy rośnie nad
nami... Pokonanie 300 metrów skały wznoszących się stromo nad przełęczą zajmuje
według przewodnika około 45-50 minut, ale jest to ładna wspinaczka dająca
przedsmak tego, co czeka nas dalej - na "właściwej" Orlej Perci...
Po bardzo stromym etapie szlak omija pierwszy wierzchołek i łagodniej wyprowadza
pod drugi (trzeba na niego podejść kawałek po ubezpieczeniach a następnie
wrócić do głównego szlaku). Widok ze Świnicy (2301 m), najwyższego
punktu na naszej trasie, należy do najwspanialszych panoram w Tatrach Polskich
- sięga od Rohaczy w Tatrach Zachodnich po Tatry Bielskie na wschodzie a u
stóp lśni przepięknym błękitem Zadni Staw...
My na wierzchołku odpoczęliśmy tylko kilka chwil pamiętając o czekającej nas
jeszcze bardzo długiej trasie. Szybko zaczęliśmy więc schodzić gwałtownie
opadającą i w wielu miejscach ubezpieczoną łańcuchami ścieżką ale niestety
w kilku miejscach utknęliśmy w 'zatorach ludzkich' i znaleźliśmy
się na słynnej przełęczy Zawrat (2159 m) dopiero po 50 minutach. Jak
dotąd szliśmy z Kasprowego 2 godziny.
Z Zawratu także wystartowaliśmy po króciutkim odpoczynku, ponieważ niebezpiecznie
zaczęły się do niego zbliżać owe 'zatory'.
Zaczęliśmy więc podejście w kierunku Koziego Wierchu - początkowo szybciutko
wdrapaliśmy się na Mały Kozi Wierch (2228 m), skąd stromo ale krótko
obniżyliśmy się do Zmarzłej Przełączki. Dalej na Zmarzłe Czuby
i znów w dół na Zmarzłą Przełęcz (2126 m) na której stoi charakterystyczny
kamień i z której przepięknie prezentuje się Zamarła Turnia. Pokonując jej
spiętrzenie znów schodzimy - tym razem po drabince w wąską szczelinę Koziej
Przełęczy (2137 m), gdzie przez kilkadziesiąt metrów towarzyszy nam szlak
żółty.
Stąd rozpoczyna się najpiękniejszy etap wędrówki - długie i ubezpieczone w
wielu miejscach łańcuchami i klamrami podejście na Kozie Czuby i dalej przez
Kozią Przełęcz Wyżną na Kozi Wierch. Niestety na tym pięknym odcinku
znów utknęliśmy za 'zatorami', pomstując na osoby, które wybierają
się na ten szlak nie zdając sobie sprawy z jego trudności... W ten sposób
spóźniliśmy się o pół godziny na Kozi Wierch (2291 m), najwyższy szczyt
leżący w całości w Polsce, gdzie chcieliśmy uczcić moje urodziny...