strona istnieje od: 2001-02-08
ostatnia aktualizacja: 2007-03-12
liczba zdjęć: 4376
liczba relacji: 56

Jura Krakowsko-Częstochowska 2003

Strona glówna    
||| miejsce w konursie Podium Republika
Po powrocie z Czech wybraliśmy się na Stolarską do konsulatu niemieckiego złożyć podania o przyznanie wiz na wyjazd stypendialny. Mieliśmy nadzieję załatwić to jak najszybciej, gdyż na 16.08 zaplanowany mieliśmy wyjazd do Rumunii z grupą przyjaciół poznanych rok wcześniej w Beskidzie Niskim, lecz... pocałowaliśmy klamkę. Konsulat nieczynny do 25.08. Plan legł więc w gruzach, bo straszono nas że procedura wyrabiania wiz trwa do 8 tygodni wiec obawialiśmy się, że zbyt późny powrót z Rumunii przekreśli nasze szanse na zdążenie przed 1 października. Zamiast przygody w rumuńskich górach musieliśmy więc zaplanować sobie krótką wędrówkę w Polsce, w sam raz by wrócić na 25.08. Wybór padł na Jurę Krakowsko-Częstochowską, wstyd się przyznać, ale po sześciu latach mieszkania w Krakowie będącą wciąż dla nas 'terra incognita'...
[ Ogrodzieniec - Góra Zborów ] »Góra Zborów - Złoty Potok«  »Złoty Potok - Olsztyn k. Częstochowy« 
Ogrodzienic Ogrodzienic Ogrodzienic Ogrodzienic
Sztuczne ognie Sztuczne ognie Sztuczne ognie Sztuczne ognie
Ogrodzieniec Ogrodzieniec Wejście na Górę Birów Okiennik Wielki
Okiennik Wielki Góra Zborów Wielbłąd Kolacja na Górze Zborów
[ Ogrodzieniec - Góra Zborów ] »Góra Zborów - Złoty Potok«  »Złoty Potok - Olsztyn k. Częstochowy« 

Wędrówkę postanowiliśmy rozpocząć w sercu Jury - w Ogrodzieńcu i przy okazji zobaczyć reklamowany w całej Polsce pokaz pirotechniki i laserów. Wielka impreza zatytułowana Zamek Mocnych Wrażeń rozpoczynała się na polu pod zamkiem już o godzinie 13.00 ale my postanowiliśmy dotrzeć tam dopiero na wieczór i w ten sposób autobusem PKS około czwartej po południu dojechaliśmy do Podzamcza, skąd szosą należy jeszcze przejść około 2 km aby znaleźć się pod zamkiem. Kursują tamtędy oczywiście autobusy PKS a nawet linia komunikacji miejskiej z Zawiercia tego dnia jednak w okolicy panował chaos, szosą mknęły wozy strażackie i sunął sznur samochodów, postanowiliśmy więc pójść pieszo, choć patrząc na to wszystko co dzieje się wokół czuliśmy się nieco nieswojo... A najbardziej komiczny w tym wszystkim był widok całych rodzin, które zamieniły swoje łąki i pola wzdłuż szosy na zaimprowizowane parkingi i stały na drodze w komplecie przeróżnymi gestami i ruchami zapraszając, a raczej naganiając, przejeżdżające samochody...

W końcu jednak dotarliśmy do Podzamcza i w tłumie ludzi, bez przekonania podeszliśmy pod ruiny zamku, który, tak jak się spodziewaliśmy, tego dnia nie był on udostępniony do zwiedzania. Zeszliśmy więc do miejscowości i bez trudu znaleźliśmy miejsce na rozbicie namiotu w jednym z ogrodów także zamienionych na parking (gospodyni zaproponowała cenę 7 zł za nas dwoje ale z braku drobnych daliśmy jej 10 zyskując w ten sposób dostęp do toalety i wrzątku) a następnie kupiliśmy bilet na imprezę i wróciliśmy pod zamek, by przesiedzieć tam do wieczora, a właściwie do nocy gdyż, żaden z zespołów występujących na koncercie nie wzbudzał naszego wielkiego entuzjazmu.
Wreszcie doczekaliśmy się pokazu i musimy przyznać, że pokaz sztucznych ogni był ładny, głównie ze względu na ilość wystrzelonych fajerwerków, ale pokaz laserów był do niczego. Ogólnie impreza raczej nas rozczarowała i z wielką ulgą, przekimawszy pod namiotem parę godzin, opuściliśmy Ogrodzieniec zapuszczając się w las...

Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod górą Suchy Połeć, z której roztacza się ładny widok na zamek i warto tu chyba przytoczyć parę faktów z jego historii...

Pierwsze, drewniane grodzisko, jak wykazały badania archeologiczne, stało tu już na przełomie XII i XIII wieku. Jak wynika z przekazów pisemnych, należało wówczas do rodu Włodków herbu Sulima i zwane było "Wilczą Szczęką". W 1241 roku zostało ono spalone przez Tatarów, ale wkrótce odbudowane i wykonane z kamienia stanowiło siedzibę tego rycerskiego rodu aż do roku 1470. Po zawirowaniach historycznych i zmianach właścicieli ponad pięćdziesiąt lat później, bo w roku 1523, zamek stał się własnością Jana Bonara, zwanego też Bonerem, a następnie odziedziczony został przez jego bratanka Seweryna, który rozbudował go i przekształcił we wspaniałą rezydencję renesansową mogącą ponoć konkurować z Wawelem, tym bardziej, że Seweryn Boner nadzorował przebudowę Wawelu. O dawnej świetności zamku świadczą obecnie tylko znaleziska archeologiczne - nadproża okienne, tralki zdobiące balustrady schodów i balkonów oraz potłuczone fragmenty kafli z pieców.
Kolejnym władcą Ogrodzieńca został w 1562 roku Jan Firlej mąż córki Seweryna Bonera, Zofii, który wzniósł salę marmurową, której wystrój był dziełem Jana Tricjusza, zaopatrzył zamek w nowe dachy i zmienił wystrój komnat na barokowy. W 1655 roku zamek został zdobyty i poważnie uszkodzony przez Szwedów, jadnak jeszcze w tym samym roku odbiły go wojska Stanisława Warszyckiego, który 14 lat później odkupił go od Firlejów i naprawił uszkodzenia a następnie dobudował zaplecze gospodarcze - stajnie, wozownie, browar i gorzelnię. Pod koniec XVII wieku zamek przeszedł na własność kolejnego rodu - Męcińskich, ale w 1702 roku ponownie uszkodził go pożar wzniecony wojska szwedzkie. Od tego czasu zamek zaczął popadać w ruinę trafiając na koniec w ręce chłopskiej rodziny Kozłowskich. Przed całkowitą zagładą uratował go Aleksander Janowski, który doprowadził do wykupienia go z rąk prywatnych w 1905 roku a rok później, to już jako ciekawostka, założył Polskie Towarzystwo Krajoznawcze.
Patrząc na zamczysko żałowaliśmy, że nie udało nam się go zwiedzić, ale na pewno jeszcze kiedyś tu wrócimy...
Warto jeszcze dodać, że wzniesienie, na którym stoi zamek Ogrodzieniec, zwane Górą Janowskiego, liczy 504 m a wierzchołek najwyższej wznoszącej się na nim skały sięga 515,5 m co pozwala mu konkurować, z ostańcem Skałka koło Jerzmanowic mierzącym 512,8 m. Zdania co do tego, które z tych dwóch wzniesień uznać za najwyższe na Jurze są podzielone.

Na razie czekała nas dalsza droga, czerwono znakowanym Szlakiem Orlich Gniazd powędrowaliśmy na północ odbijając od niego tylko na chwilę na górę Birów (460 m). Niedawno archeolodzy odkryli, że na jej szczycie znajdowało się grodzisko starsze od pierwszych założeń Ogrodzienica a u jej podnóża do dziś widoczne są ślady cmentarzyska kurhanowego. Jak głoszą plakaty w Ogrodzieńcu, istnieje projekt rekonstrukcji grodziska, a decyzja o jego realizacji zapadła w 1999 roku, jednak na górze jak dotąd ani śladu odbudowy... Ciekawsze od samego wierzchołka, z którego roztacza się szeroki widok, ale zamek ogrodzieniecki jest już za daleko a pozostałą część panoramy zajmuje przede wszystkim las, są jaskinie i okna skalne u jej podnóża.
Po zejściu z Góry Birów leśną drogą powędrowaliśmy do Karlina i po przejściu przez całą wioskę znów weszliśmy na krótko w las - szlak przeprowadza tu przez łagodne wzniesienie zwane Dworskim Lasem, aby później polami sprowadzić do Żerkowic. Tam zatrzymaliśmy się na małe jasne mając w perspektywie dwa kilometry szosą w kierunku Okiennika.

W efekcie na Okienniku Wielkim znaleźliśmy się dokładnie o 12.00 i spędziliśmy na tym wyjątkowym ostańcu dłuższą chwilę...

Nazwę swą skała zawdzięcza przelotowemu otworowi o wymiarach szerokości 5 metrów przewiercającego siedmiometrowej grubości skałę na wylot. Poniżej znajduje się Jaskinia Okiennik, w której odkryto ślady bytowania łowców neandertalskich datowane na 55 tys. lat.
Charakterystyczna i widoczna z daleka skała obrosłą w legendy - ponoć znajdowała się tu średniowieczna twierdza, w XIX wieku znaleziono tu sztabkę złota mającą jakoby potwierdzać to podanie. Inna legenda mówi, że pod Okiennikim mieszkała gromada zbójców, do których pewnej nocy zawitał pielgrzym prosząc o nocleg. Złoczyńcy zamordowali go licząc na łatwy łup, lecz w tym samym momencie rozpętała się straszliwa burza, która zniszczyła ich osadę, grzebiąc pod jej ruinami wszystkich zbójców. Pewny jest natomiast przekaz o honorowym zbójniku Malarskim, który mieszkał pod Okiennikiem w XIX wieku i, jak tatrzański Janosik, grabił bogatych i rozdawał biednym.

Spod Okiennika czerwony szlak prowadzi na zmianę to łąkami to lasem mijając pojedyncze ostańce i olbrzymi mur w środku lasu, aby doprowadzić w końcu do ośrodka wypoczynkowego w Morsku. Już z pewnej odległości słychać w lesie śmiech ludzi chlapiących się w tutejszym basenie i wypoczywających na zalesionym, pochyłym zboczu leśnym. My obeszliśmy ośrodek i dotarliśmy do górnej stacji znajdującego się tu wyciągu narciarskiego, przy której wznoszą się ruiny średniowiecznego zamku "Bąkowiec", także leżące na terenie ośrodka.

Zamek powstał prawdopodobnie w XIV wieku. Pierwszy dotyczący go przekaz mówi, że w 1327 roku Władysław Łokietek podarował go zakonnikom z Mstowa. Zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli, panowali tu m.in. Włodkowie, znani nam już z historii Ogrodzieńca, którzy przekształcili go w twierdzę murowaną. W XVII wieku została ona jednak poważnie uszkodzona i opuszczona, od tej pory popadając w ruinę. Dopiero w 1927 roku, wraz z całym wzgórzem zamek trafił w ręce architekta Witolda Czeczota, który w stare mury wkomponował dom mieszkalny.Z tajemniczymi ruinami wiążą się liczne legendy. Jedna z nich podaje, że zamek został zbudowany przez braci Morskich parających się zbójnictwem. Ponoć porwali oni pewnego razu ukochana jakiegoś rycerza (inna wersja mówi, że była to żona sołtysa), który chcąc ją odbić za siedzibę wybrał skałę Okiennik i stamtąd nękał zamek podjazdami (w wersji z sołtysem było to istne pospolite ruszenie z okolicznych wsi) aż wreszcie przypuścił atak na zamczysko i zdobył je, choć sam zginął w walce.
Inna legenda mówi, że zarówno Morsko jak i Okiennik były siedzibami rycerzy-rozbójników i dopiero królewskie wojska zdobyły oba zamki i przywróciły spokój okolicy.
Najbardziej przejmująca jest chyba legenda o chciwym władcy Morska, który swą własną córkę wtrącił do lochu, za to, że pokochała ubogiego młodzieńca. Dziewczyna zmarła w lochu z głodu i tęsknoty a jej ukochany, z grupą wiernych przyjaciół osiadł oczywiście w Okienniku i zaczął nękać zamek nie dopuszczając do niego żadnych przybyszów ani transportów żywności i wody. Kiedy załoga zamku, nie widząc innych szans stanęła wreszcie do walki z oblegającymi, rozpętała się oczywiście burza i zniszczyła zamek grzebiąc w ruinach obrońców i złego władcę, którego duch ponoć do dziś ukazuje się na murach.

Pomimo istnienia tak intrygujących legend zwiedzanie zamku ogranicza się na razie do obejrzenia go z zewnątrz - jak na razie nie jest on udostępniony a obecny właściciel terenu, firma "KEM", planuje ponoć w ruinach apartamentu ulokować hotel oferujący apartamenty.

Wyruszyliśmy więc dalej a czerwony szlak sprowadził nas stromo w dół, wzdłuż stoku narciarskiego a następnie na wzniesienie leżących po przeciwnej stronie doliny gór Apteka i Sowia. Gęstym lasem, w którym gdzieniegdzie widoczne były skałki ostańcowe dotarliśmy na przełęcz pod Górą Zborów, na której znajduje się tablica upamiętniająca udaną zasadzkę na niemiecką kolumnę samochodową przeprowadzoną 1 sierpnia 1944 roku przez partyzantów z oddziałów "Wiary" i "Mietka". Ukształtowanie terenu o duże obszary leśne sprzyjały partyzantce w tych rejonach i Niemcy, często atakowani tu przez partyzantów Górę Zborów nazywali "diabelską"...
Z przełęczy po kilku minutach osiągnęliśmy szczyt góry, dość rozległy, płaski i usiany przepięknymi ostańcami a widoki z ich wierzchołków są wspaniale - ponoć najpiękniejsze na całej Jurze.
Nazwa góry pochodzi od nazwiska Zborowski a pokrywające wierzchołek skały noszą nazwy Młynarz, Napoleon, Wielbłąd, Ptak, Czarownica i inne - przyglądając się im uważnie łatwo zrozumieć skąd się wzięły.
W 1957 roku góra objęta została rezerwatem o powierzchni 45 ha, ale jak zauważyliśmy, nie przeszkadza to nikomu w uprawianiu tu wspinaczki skałkowej.
Nasz pierwotny plan zakładał zejście stąd do widocznych w dole Podlesic i nocleg na polu namiotowym przy Gościńcu Jurajskim ale przepiękne po południe i ciepły wieczór skłoniły nas do pozostania na wierzchołku i noclegu pod gołym niebem. Nawet nie rozkładaliśmy namiotu i leżąc w śpiworach w trawie oglądaliśmy 'spadające gwiazdy' - ostatnie meteoryty z roju Perseid (maksimum roju obserwuje się 12 sierpnia każdego roku - można wówczas zaobserwować średnie 60 meteorytów na godzinę, radiant roju znajduje się w gwiazdozbiorze Perseusza - stąd ich nazwa, a związane są one z kometą Swift-Tuttle). W efekcie rano przespaliśmy wschód słońca, ale na nasze usprawiedliwnienie - z miejsca, w którym spaliśmy widoczny był on za drzewem...

[ Ogrodzieniec - Góra Zborów ] »Góra Zborów - Złoty Potok«  »Złoty Potok - Olsztyn k. Częstochowy« 

Warto wiedzieć
  • Bilet na koncert i pokaz pirotechniki i laserów w Ogrodzieńcu w dniu imprezy kosztował 19 zł (wcześniej 15 zł)
  • Przejazdy podczas całej wycieczki:
    • Kraków - Ogrodzieniec (65 km) 7,50 zł + 3,00 zł za bagaż
    • Olsztyn k/Częstochowy - Częstochowa (14 km) 3,20 zł + 1,00 zł za bagaż
    • Częstochowa - Kraków (130 km) 12,10 zł
  • Dużo informacji, zdjęć i rekonstrukcji zwiedzanych warowni jurajskich znajdziecie na podstronach świetnego, prywatnego serwisu Zamki Polskie, www.republika.pl/zamkipolskie/,
  • Zainteresowanych odsyłamy do strony biura podróży ECOTRAVEL, które organizuje wycieczki piesze, rowerowe a nawet konne po Jurze z możliwościami noclegu. Biuro oferuje również wiele innych możliwości zdrowego wypoczynku w Polsce jak i za granicą
Powrót © 2010 Gwarki Górskie