Tym razem się nie zawiedliśmy, przywitał nas słoneczny poranek, więc wesoło
rozpoczęliśmy strome zejście do Szczyrku, gubiąc oczywiście szlak zaraz za
schroniskiem i z niepokojem obserwując rosnącą z każdym krokiem sylwetkę Klimczoka...
Nie było jednak wyjścia i na Klimczok wdrapaliśmy się w tempie zaskakującym nas samych
i wszystkich mijanych ludzi. Niestety na górze czekała nas niemiła
niespodzianka - w schronisku sprzedają tylko piwo bezalkoholowe w dodatku 'marki Karmi':-(.
Szybko pokonaliśmy pasmo Klimczoka i Szyndzielni, czując się nieswojo w tłumie
spacerowiczów, zbojkotowaliśmy też kolejkę i zeszliśmy do Bielska Białej, by
jeszcze tego popołudnia przerzucić się do Wisły - nie mogliśmy odżałować panoramy
z Baraniej Góry...
Zaczepiliśmy się więc na dwa noclegi w Wiśle Głębce.
Pierwszego dnia podeszliśmy na Baranią Górę od przeł. Kubalonka. Tym razem mogliśmy
do woli sycić się panoramą:-)) a dodatkową atrakcją tego dnia były Kaskady
Rodła na Wisełce i śliczne Jezioro Czerniańskie w Wiśle Czarne. Z niedowierzaniem
patrzyliśmy na przejrzystą wodę Wisły, której 'odmęty' znamy spod
Wawelu.
Niemniej jednak jej początek nie jest zbyt romantyczny - wypływa z betonowego
otworu u podnóża tamy... Późnym popołudniem musieliśmy jeszcze wydrapać
się asfaltową drogą na przeł. Kubalonkę, by stamtąd dostać się do Głębców.
Na szczęście na przełęczy na znużonych wędrowców czeka gościnny bar
'Beczka' z beczką piwa... :-)
No i nadszedł ostatni dzień naszej wędrówki. W potwornym upale i tłumie spacerowiczów, przeszliśmy
przez Stożek, Soszówi Czantorię śpiesząc się by zdążyć w Ustroniu na
pociąg...