W ostatnim dniu maja 2003 nad Polską i znacznym obszarem Europy widoczne
było częściowe zaćmienie Słońca. Jako że jest to wydarzenie stosunkowo rzadkie,
a tym razem smaczku dodawała mu rozpoczęcie wraz ze wschodem słońca, postanowiliśmy
nie przepuścić tej okazji...
Jako punkt obserwacji wybraliśmy szczyt Kasprowego Wierchu łącząc ten wyjazd
z kolejną naszą pomiarową wizytą w tamtejszym obserwatorium meteorologicznym
(o naszych pomiarach możecie nieco poczytać ).
Miejsce obserwacji było zresztą dobrze dobrane, ponieważ na takiej wysokości
wschodzące słońce jest widoczne nieco wcześniej a obserwacji nie utrudnia
ukształtowanie terenu.
Chcąc obejrzeć cały kosmiczny spektakl - od początku do końca - wyruszyliśmy
z Kuźnic około godziny 2 w nocy w składzie: ja - Ula, Marcin oraz mój tata
i nasz psiak Maks - zapalony taternik. W kompletnych ciemnościach (zaćmienie
ma miejsce w fazie nowiu księżyca), pomagając sobie światełkami latarek, wspięliśmy
się szybko na Myślenickie Turnie. Od kilku dni w górach utrzymywała się bezwietrzna
upalna pogoda, więc noc była ciepła a na drzewach nawet najcieńsze gałązki
trwały w bezruchu. W dwóch miejscach zauważyliśmy błyszczące ślepia obserwujące
nas z lasu jednak obyło się bez bliskich spotkań trzeciego stopnia - miśki
widocznie nic nie wiedziały o zaćmieniu...
Już kiedy byliśmy na Myślenickich Turniach zaczęło się rozwidniać, a gdy wyszliśmy
ponad górną granicę lasu, było już zupełnie jasno. Wschód słońca nastąpił
o godzinie 4.17 jednak dopiero około 4.35 czerwona tarcza słoneczna, już częściowo
zasłonięta przez kulę "srebrnego globu", stała się widoczna przez
grubą warstwę atmosfery nad horyzontem. W pierwszej fazie - zanim pnące się
w górę słońce wydostało się zza tej warstwy, zaćmienie można było nawet obserwować
gołym okiem. Później zaczęliśmy posługiwać się przyniesionymi specjalnie na
tę okazję szkiełkami spawalniczymi. Jedynie Maks nie wykazywał większego zainteresowania
widowiskiem...
W ciągu następnych 40 minut księżyc powoli pożerał słońce zmieniając w niezwykły
sposób światło padające na wierzchołki gór. tarcza słońca coraz bardziej przypominać
zaczęła rogalik, którego ramiona początkowo skierowane były na prawo. W miarę
wzajemnego przemieszczania się obu ciał niebieskich rogalik zaczynał się układać
poziomo a w maksymalnej fazie, która miała miejsca około godziny 5.20 jego
ramiona skierowane były ku górze przypominając bycze rogi. Następnie cały
proces, jak w lustrzanym odbiciu powtórzył się z drugiej strony i około godziny
6.30 spektakl zakończył się a dla nas rozpoczął się piękny górski dzień.
Po odpoczynku w obserwatorium i podzieleniu się świeżymi wrażeniami wyruszyliśmy
grzbietem Tatr Zachodnich w kierunku Czerwonych Wierchów kolejno trawersując
Pośredni Wierch Goryczowy, Czubę Goryczkową i Suche Czuby a później, po krótkim
odpoczynku na Przełęczy pod Kopą Kondracką, zdobywając Kopę Kondracką, Małołączniak
i Krzesanicę by w końcu z Cieminaka zejść do Doliny Kościeliskiej i Kir.
Zapraszamy do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z