Po obejrzeniu Jaskini Dzikiej nadszedł czas na bardzo ciekawą Jaskinię Wierzchowską Dolną zwaną
Mamutową. Pierwsza wzmianka o tej jaskini pochodzi z 1873 roku, kiedy
Jan Zawisza przeprowadzał w niej badania namuliska. Badania tej jaskini podejmowane
były aż do 1973 roku i doprowadziły do odnalezienia szczątków wielu zwierząt
oraz narzędzi kamiennych. Odnaleziono tu między innymi cios mamuta, od którego
ukuto nazwę Jaskinia Mamutowa odróżniającą tę jaskinię od położonej
w pobliżu Wierzchowskiej Górnej. Jaskinia Mamutowa ma 105 m
długości. Za obszernym otworem znajduje się rozległa komora, której strop
uległ częściowemu zawaleniu, wskutek czego powstał niezwykły łuk skalny. Do
dalszej części jaskini prowadzi kilka odgałęzień. Na końcu jednego z nich
znajduje się przejście do salki odkrytej w 1992 roku.
Po zwiedzeniu Jaskini Mamutowej powędrowaliśmy dalej w głąb Doliny
Kluczwody. Trasa prowadziła teraz drogą asfaltową przez miejscowość Wierzchowie
szlakiem znakowanym na czarno. Po około 2 km szlak opuścił szosę w pobliżu
miejsca będącego dawną granicą zaborów austriackiego i rosyjskiego - miejsce
to upamiętnia tablica i odtworzone przez tutejszych mieszkańców słupy graniczne.
W skałce na skraju posesji, przy której umieszczono słupy zwraca uwagę jeszcze
jedno - groźny smok, na szczęście unieruchomiony przygniatającym go głazem...
Wchodzimy teraz w dzikszy odcinek doliny - wzniesienie po prawej stronie objęte
jest rezerwatem przyrody "Dolina Kluczwody" i zwiedzić je
można idąc okrężnym szlakiem zielonym. Rezerwat ten ustanowiono w 1989 roku,
ma on 35,22 ha powierzchni i chroni grąd i buczynę karpacką oraz występującą
tu w runie lilię złotogłów.
Kilkaset metrów dalej stanęliśmy pod urwistą skałą zwaną Skałą Zamkową.
Na jej wierzchołku w 1994 roku odsłonięto ruiny średniowiecznego zameczku.
Jego budowę zapoczątkował w XIV wieku Jan Syrokomla, ówczesnego właściciela
leżącego nieopodal Białego Kościoła. Podczas budowy osunął się fragment zbocza
i budowa nie została ukończona. Na szczyt Skały Zamkowej prowadzi nieznakowana,
ale wyraźna ścieżka a nawet schody a roztacza się stamtąd ładna panorama leżącego
u jej stóp odcinka Doliny Kluczwody.
Po krótkim odpoczynku zeszliśmy ze skały i ruszyliśmy czarnym i towarzyszącym
mu teraz niebieskim szlakiem w głąb doliny. Zaraz też dowiedzieliśmy się skąd
pochodzi dziwna nazwa doliny - strumyk płynący jej dnem meandruje tam rzeczywiście
niesamowicie i w sposób trudny do niezauważenia...
Ładna i spokojna dolinka prawie w całości jest zalesiona, na jej dnie pojawiają
się gdzieniegdzie niewielkie polanki, ale jej środkową część zajmuje prywatna
posesja (być może ośrodek wypoczynkowy), co nieco psuje jej urok. W tym odcinku
zresztą szlak nie biegnie dnem doliny, tylko jej stromym zboczem prowadząc
na jedną z nielicznych tu skał - Leśną Basztę, skąd podziwiać można
panoramę doliny i znajdującą się w przeciwległym zboczu Turnię Potockiego.
Po zejściu z Baszty opuściliśmy dolinę idąc przez chwilę szlakiem niebieskim
a później skręcając w miejscowości Gacki na czerwono znakowany szlak
rowerowy, którym, a częściowo szosą, przeszliśmy do miejscowości Zelków,
by stamtąd żółtym szlakiem zejść do Doliny Bolechowickiej.
Zwiedzając Dolinę Bolechowicką od strony miejscowości Zelków,
szybko przekonalismy się, że okoliczni mieszkańcy nie respektują faktu, że
dolina, będąca tu jeszcze głębokim wąskim wąwozem, objęta jest ochroną jako
rezerwat przyrody (21,31 ha powierzchni, rok powołania 1968) - dno wąwozu
usłane jest mnóstwem śmieci... Na szczęście wystarczy odejść kilkadziesiąt
metrów od domostw, aby móc podziwiać uroczą dolinkę poszerzającą się z każdym
krokiem w kierunku wylotu. Początkowo zalesione, strome zbocza przekształcają
się w ścianki skalne a na dnie dolinki pojawia się strumyk tworzący dwa niewielkie
wodospady spływające po progach skalnych.
Od najstarszych mieszkańców Bolechowic usłyszeć można historię
o nawałnicy, jaka nawiedziła tę okolicę pod koniec wojny. Ponoć strumyk wezbrał
wtedy bardzo gwałtownie i wyżłobił wąwóz przecinający obecnie wioskę. Spod
ziemi odsłonięty został wówczas głaz przypominający łeb diabła. Zasypano go
dopiero gdy potok uspokoił się na dobre.
Wędrówka dolinką zajmuje zaledwie pół godziny - jest to jedna z najmniejszych
dolinek podkrakowskich - liczy tylko 1,5 km długości.
Wydaje nam się, że warto mimo wszystko zwiedzić ją od strony Zelkowa. W ten
sposób na sam koniec zostawiamy sobie jej największą atrakcję - około 30-metrowej
wysokości skały tworzące tzw. Bramę Bolechowicką - najbardziej efektowną
tego typu formę skalną w obrębie dolinek podkrakowskich. Brama Bolechowicka jest bardzo atrakcyjnym rejonem wspinaczkowym i
w sezonie jest dosłownie oblepiona wiszącymi na linach horolezcami.
Swoje kursy realizują tu różne szkoły wspinaczki a w okolicznych miejscowościach
bez trudu można znaleźć nocleg.
Napatrzywszy się do syta na przepiękną Bramę powędrowaliśmy dalej
żółtym szlakiem przez Karniowice do Doliny Kobylańskiej (ok.
2,5 km).