Do wyprawy na stawy w Podkamyczu skłoniła nas informacja, że na jednym
z nich, w pobliżu drogi para łabędzi założyła gniazdo i wysiaduje jaja. Dla
Marcina, którego główną pasją fotograficzną są ptaki była to przysłowiowa
"płachta na byka" - następnego dnia siedzieliśmy już w autobusie...
Łabędzią mamę rzeczywiście nie trudno było wpatrzeć i stanowiła ona atrakcję
dla każdego, kto tamtędy przejeżdżał lub przechodził - na szczęście niewiele
robiła sobie z sensacji, jaka wzbudzała. Poobserwowaliśmy ją przez dłuższą
chwilę, mieliśmy nawet okazję zobaczyć jak zmienia się na gnieździe z partnerem
- dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę ze tego, że przypisaliśmy ptakom płci
zupełnie podświadomie i równie dobrze przez cały czas mogliśmy obserwować
szczęśliwego tatę...
Po tej sesji fotograficznej postanowiliśmy zwiedzić jeszcze znajdujący się
w pobliżu rezerwat przyrody Skała Kmity. Ma on 19,47 ha powierzchni i chroni
tutaj krajobraz fragmentu przełomu rzeki Rudawy przez Garb Tenczyński z malowniczą
wapienną skałą.
Jak głosi legenda nazwa skały pochodzi od tragicznego losu dzielnego rycerza
Kmity...
Dawno, dawno temu za czasów króla Zygmunta Starego żył dzielny
rycerz Stanisław Kmita, rodem ze Śląska. Wcześnie opuścił swój dom rodzinny,
gdyż chęć przygód i ciekawość świata były silniejsze od miłości synowskiej.
Tułał się po Polsce i Europie, zdobywając sławę odważnego rycerza.
Los skierował go do Krakowa, gdzie odbywał się turniej rycerski. Zjechali
nań z różnych stron najznamienitsi młodzieńcy. Piękne zbroje połyskiwały w
słońcu, a wzrok radowały dorodne rumaki. Kmita, choć mężny i zaprawiony w
walkach i pojedynkach na turniejach, nie posiadał tak bogatego uposażenia
i dlatego nie mógł znaleźć odpowiedniego przeciwnika, by się zmierzyć w boju.
Jednak sława w świecie jego czynów była znana dostojnikom królewskim, poprosili
więc króla, by ten zezwolił rycerzowi zmierzyć się z dzikimi bestiami, ku
uciesze dworu i zebranej gawiedzi, na co król łaskawie wyraził zgodę.
Rozpoczął się bój, jakiego wcześniej Kraków nie widział. Na wawelskim dziedzińcu
szalały olbrzymi niedźwiedź i wilki, młodzieniec z odwagą stawił czoła rozjuszonym
zwierzętom, jednak ich kły i pazury zraniły śmiertelnie konia, a rycerza zmusiły
do walki wręcz. Widzom te straszne sceny zapierały dech w piersi, co chwilę
słychać było jęk przerażenia, damy zakrywały oczy chusteczkami i roniły łzy
niepewne losu urodziwego rycerza. Niebawem ostatni zwierz padł martwy, a męstwo
rycerza zostało nagrodzone pochwałą króla Zygmunta i pięknym rycerskim rynsztunkiem.
Odwaga Kmity szczególnie zapadła w sercu jednej młodej damy - Olimpii Bonerówny.
Była ona córką bogatego kupca i bankiera, z którym nawet król się musiał liczyć.
Młodzi poznali się i pokochali. Ojciec nie chciał nawet słyszeć o biednym
rycerzu, zakazał córce widywać się z nim.
Jednak młodzi nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Pewnej nocy młodzieniec
zmylił straże i porwał ukochaną, uwożąc ją na rumaku. Cóż, obciążony koń nie
mógł skutecznie ujść pogoni, zakochani wiedząc, że grozi im rozstanie, rozpaczliwie
skierowali rumaka na skalisty brzeg, ku przepaści. Ponaglany ostrogami wierzchowiec
runął wraz z kochankami w nurt Rudawy.
Podobno dawniej na skale można było odnaleźć napis: "Sroga miłości
mojej moc dręczy duszę. Wiara - Bóg - Miłość - Kmita i Bonerówna - 1515"
Rezerwat zwiedzić można korzystając ze znakowanej na zielono ścieżki okrężnej
- jej początek (a zarazem koniec) znajduje się przy restauracji noszącej oczywiście
nazwę "Kmita". Chcąc zostawić sobie skałę "na deser"
wybraliśmy oczywiście dłuższy wariant trasy do góry. Ścieżka prowadzi przez
piękny las bukowy i zagajniki brzozowe o tej porze roku usłane kwitnącymi
zawilcami. Po niespełna półgodzinnym spacerze dotarliśmy na wierzchołek skały.
Znajduje się tam duży żelazny krzyż, a ze skały roztacza się widok na przełom
Rudawy, leżącą naprzeciwko Bukowinę i biegnącą tuż pod skałą szosę prowadzącą
z Balic do Zabierzowa. Nie pozostaje nic innego jak cofnąć się w myślach w
czasy rycerskie, gdy prowadził tędy gościniec i postarać się nie słyszeć szumu
przejeżdżających pod nami samochodów.
Po dość długich posiadach na szczycie skały rozpoczęliśmy zejście - do podnóża
wzniesienie można zejść w kilka minut, niestety po drodze mija się połać lasu
zniszczonego przez wichurę, która nawiedziła Kraków w lecie 2002 roku robiąc
spustoszenie w drzewostanie m.in. Parku im. H. Jordana i parku wokół pałacu
Radziwiłłów w Balicach (gdzie obecnie ma swoją siedzibę Instytut Zootechniki
krakowskiej Akademii Rolniczej)